Obraz traumy międzypokoleniowej w serialu Patrick Melrose
Są takie teksty kultury, które zostawiają po sobie niezły chaos w głowie. I nie wiem może się mylę, ale wydaje mi się, że każdy pożeracz popkultury, czytając to ma teraz przed oczami jakiś swój konkretny przykład takiego tekstu. Są to dzieła, które uderzają prosto w twoje czułe punkciki, doskonale wiedząc, w którym miejscu wbić szpileczkę, żeby bolało jak najbardziej. Na pierwszy rzut oka mogą się wydawać niepozorne, niepokazujące od razu całego emocjonalnego ładunku, który w sobie skrywają. Niczego więc nieświadoma zaczynasz pochłaniać tę historię, wciągasz się w nią i z każdą kolejną sceną czujesz jak bardzo ta treść na ciebie oddziałuje. Ostatecznie dochodzisz do końca opowieści. W pomieszczeniu, w którym jesteś nastaje absolutna cisza, a ty zostajesz z gonitwą myśli, której nie potrafisz zatrzymać. I już wiesz, że najbliższe dni, a może nawet tygodnie będziesz próbowała wyjść z tego stanu oszołomienia, wziąć się w garść i przejść do porządku dziennego. Jest to stan, który uwielbiam i nienawidzę jednocześnie i w którym aktualnie się znajduję. A czemu zawdzięczam tę (nie)przyjemność? A no pięcioodcinkowemu serialowi Patrick Melrose, który był dla mnie jak zderzenie z walcem drogowym.
Patricka Melrose'a poznajemy jako dwudziestoparolatka uzależnionego od narkotyków i alkoholu, który właśnie dowiaduje się o śmierci swojego ojca. Wybiera się on zatem do Nowego Jorku, aby odebrać urnę z prochami zmarłego. Pierwsze, powierzchowne spojrzenie na bohatera nakreśla nam postać sarkastycznego, dumnego, nieszanującego ludzi wokół siebie bufona, który swój wysoki status społeczny i wszelkie dobra materialne zawdzięcza jedynie bogatym rodzicom. Mamy bohatera bez zasad moralnych, żyjącego tak jakby nie miał nic do stracenia i nie obawiającego się konsekwencji swoich działań. Ta szybka analiza Patricka, która klaruje się nam po dosłownie kilkunastu minutach obserwowania jego wyczynów na ekranie nijak ma się jednak do rzeczywistości. Tak naprawdę jest to postać niezwykle skrzywdzona, zagubiona i przerażona, której toksyczne i destrukcyjne zachowania są w dużej mierze mechanizmem obronnym na poradzenie sobie z traumą, której doświadczył jako dziecko.
Serial rozgrywa się bowiem na przestrzeni bodajże trzydziestu paru lat, prezentując duży kawałek życia bohatera. Mamy urywki z dzieciństwa Patricka, które spędził we Francji. Widzimy relację z apodyktycznym, agresywnym ojcem, który przez lata wykorzystywał seksualnie swojego syna oraz z matką, która nie była w stanie sprzeciwić się mężowi i odejść od niego i która ucieczkę znajdowała w alkoholu. Mamy również etap życia w narkotykowym ciągu. Obserwujemy bohatera będącego na głodzie, widzimy skutki odstawienia i cały proces wychodzenia z nałogu. Jest również epizod uzyskania przez Melrose'a stabilizacji, ponieważ udaje mu się zerwać z używkami, poznaje swoją przyszłą żonę i zakłada rodzinę. Ostatecznie jednak znów wpada w ciąg, tym razem alkoholowy, rozpada się jego małżeństwo, a on w końcu ponownie trafia na odwyk i po raz kolejny stara się podnieść.
Całe życie głównego bohatera składa się z szeregu upadków i powolnego podnoszenia się z nich. Patrick usilnie stara się stanąć na nogi, jednak ciągnące się za nim wydarzenia z dzieciństwa są tak silnym piętnem, że zapewne nie poradzi sobie z nimi już do końca życia. Pomimo, że serial kończy się, można powiedzieć, pozytywnie, bo bohater po raz kolejny wychodzi na prostą i ma się wrażenie, że teraz wszystko się ułoży, to zostało we mnie poczucie, że za rogiem kryje się następna pułapka, w którą on zaraz wpadnie. Jego silna potrzeba autodestrukcji zdaje się sugerować, że nie jest on w stanie osiągnąć szczęścia. Albo inaczej jeśli już je osiągnie to rozpoczyna sabotaż. I jeśli chodzi o charakterystykę bohatera to nie da się nie porównać go do BoJacka Horsemana, ponieważ są niemal identyczni. W obu przypadkach tytułowa postać bardzo stara się ogarnąć i zacząć żyć normalnym życiem, bo jest przekonana, że kiedy już to osiągnie to spotka ją wyczekiwany happy end, coś w rodzaju i żyli długo i szczęśliwie. Ale tak się oczywiście nie dzieje, bo kiedy w końcu zdobywają to czego chcieli, zaczynają rozumieć, że tak naprawdę to nadal są oni. Tak samo zagubieni, nieszczęśliwi, sfrustrowani i z bagażem doświadczeń, których nie potrafią przepracować. I dochodzisz do finału ich losów i zdajesz sobie sprawę, że te postacie nigdy nie dostaną tego upragnionego happy endu, bo on zwyczajnie nie istnieje. I może jest to mało filmowa perspektywa, ale boleśnie realistyczna.
Kolejna rzecz jaka ich łączy, poza alkoholizmem i narkomanią, to wychowywanie się w dysfunkcyjnym domu i późniejsze ponoszenie tego konsekwencji w dorosłym życiu. Oba seriale poruszają temat traumy i jej przekazywania z pokolenia na pokolenie. Ja jednak skupię tutaj tylko na Patricku Melrose. Uważam, że mocą tego serialu jest fakt, że rozgrywa się on w tak długim okresie czasu. Dzięki temu mamy możliwość poznania aż trzech pokoleń: ojca głównego bohatera, który jest sprawcą wywołanej traumy, tytułowego Patricka, który jest ofiarą oraz jego syna Roberta, który w sposób pośredni ponosi konsekwencje tego zdarzenia. I mimo, że samo wydarzenie wywołujące traumę jest nam znane i wiemy kiedy nastąpiło to jego korzenie mogą być gdzieś znacznie głębiej. Niestety nie wiemy nic o dzieciństwie ojca Patricka, ale możemy przypuszczać, że część jego dysfunkcyjnych zachowań wobec syna mogła być skutkiem tego w jakim domu sam się wychował. To działa również w drugą stronę. To znaczy nie wiemy jaki wpływ wywrze to na dalsze pokolenia, na przykład na dzieci Roberta, ale pewne dysfunkcyjne zachowania mogą być niezamierzenie przekazywane dalej, dopóki nikt świadomie tego nie przerwie. Tworzy nam się tutaj pewnego rodzaju błędne koło, w którym uwięzieni są bohaterowie.
![]() |
| Myślę, że nie będzie przesadą jak napiszę, że to jest życiowa rola Benedicta Cumberbatcha |
Kluczowym dla mnie jest tu przedstawienie relacji pomiędzy Patrickiem, a jego synem Robertem. Z pozoru wszystko wydaje się być normalne, Patrick bardzo się stara, żeby jego dzieci miały lepsze dzieciństwo od niego i wychowywały się w rodzinie, w której nie są zlęknione i czują się bezpiecznie. Ostatecznie jednak wpada w pułapki, których się bał i zaczyna powielać błędy rodziców. Podobnie jak jego matka ucieczkę znajduje w alkoholu i z czasem ta ucieczka zamienia się w nałóg, który znowu ciągnie go na dno. Patrick ma również problemy z agresją, nie względem dzieci czy żony, ale względem innych ludzi. Bardzo szybko wpada w gniew i daje się ponieść emocjom. Mimo to ma się wrażenie, że bohater nie jest świadomy tego jaki obraz swojej osoby pokazuje dzieciom.
Ogólnie bardzo podobała mi się tutaj konfrontacja świata dorosłych i dzieci. Z jednej strony mamy Patricka, który wciąż walczy ze swoimi demonami przeszłości, jednak na co dzień stara się to ukrywać i stwarzać pozory, że wszystko jest dobrze. Z drugiej strony mamy Roberta, który obserwuje świat dorosłych przez uchylone drzwi. Można powiedzieć, że jest takim cichym obserwatorem, często niezauważonym, jednak rozumiejącym więcej, niż mogłoby się wydawać. Chłopak nie jest świadomy co stało się ojcu w dzieciństwie, ponieważ nikt mu wprost o tym nie powiedział, jednak podświadomie czuje, że coś jest nie tak. Robert słyszy urywki kłótni rodziców, widzi zachowania Patricka i chłonie jak gąbka ten cały dorosły świat, aby ostatecznie złożyć te wszystkie fragmenty w jedną całość. W konsekwencji dystansuje się od ojca, którego ocenia z perspektywy dziecka. Nie widzi w nim zatem ofiary, a sprawcę rozpadu rodziny. I niezwykle smutny jest moment, kiedy Patrick w końcu zaczyna sobie zdawać z tego sprawę. Przez długi czas bowiem żył w przekonaniu, że zawalił i czuł, że wszystko mu się wymyka, jednak był pewien, że wie o tym tylko on. Ostatecznie jednak w końcu zauważa, że taki obraz jego osoby ma również Robert i zaczyna zdawać sobie sprawę, że to permanentne nieszczęście i depresja przelała się na jego syna, który zapewne w dorosłym życiu będzie mierzył się z tego konsekwencjami.
I na tym dołującym wniosku zakończę.



Komentarze
Prześlij komentarz