Krótka historia zombie na dużym ekranie


Postać zombie została już po tysiąckroć pożarta i przemielona przez popkulturę i to na wszelkie możliwe sposoby. Myślę, że nie będzie przesadą jeśli powiem, że zaraz obok wampira czy wilkołaka jest to najbardziej popularne monstrum, które można spotkać w tekstach kultury. Wydaje się zatem, że pisanie o zombie jest zwyczajną stratą czasu, ponieważ po co pisać o czymś o czym powiedziano już chyba wszystko? Z drugiej strony mam wrażenie, że postać ta nadal jest spłycana do miana „obrzydliwego potwora”, co w moim odczuciu jest krzywdzące, ponieważ figura zombie jest o wiele bardziej złożona i metaforyczna, niż się wydaje. Ten stereotypowy obraz może wynikać z tego, że zombie bardzo często są wykorzystywane w kinie gore, które z względu na swoją obsceniczność oraz ukazywanie brzydoty i kruchości ludzkiego ciała ma z nimi wiele wspólnego. Ponadto postać ta chętnie pojawia się również w czarnych komediach, które poddają wyolbrzymieniu cechy przyjęte jako „typowe” dla żywych trupów przez co tworzą ich karykaturalny obraz. Ale jest przecież cały szereg postapokaliptycznego kina drogi, gdzie zombie nabierają wartości symbolicznej i przestają być jedynie potworem, z którym przyszło walczyć człowiekowi.

Zanim jednak wyrażę swój cały żal i gniew spowodowany bagatelizowaniem przez odbiorców potencjału interpretacyjnego jaki drzemie w mojej ukochanej figurze zombie warto chociaż pokrótce powiedzieć skąd się one właściwie wzięły i jaką drogę musiały przejść w popkulturze, żeby teraz można było z niecierpliwością czekać na 11 sezon The walking dead. Ich początków należy szukać na Haiti, a dokładniej w voodoo. Religia ta ze względu na kolonizacje swoje korzenie miała w Afryce Zachodniej, jednak duży wpływ na nią miało również chrześcijaństwo oraz wierzenia rdzennych mieszkańców Haiti. Ostatecznie voodoo wykształciło się w XVIII wieku, jednak wierzenia, z uwagi na niestabilną sytuację polityczną, wciąż ulegały zmianie. Nie zmieniało się natomiast ich podejście odnośnie śmierci. Haitańczycy wierzyli bowiem, że człowiek posiada dwie dusze, które razem tworzą całość. Zdarzało się jednak tak, że czasem zły czarnoksiężnik usuwał je pozostawiając jedynie puste ciało, które było pod władaniem jego nadprzyrodzonej mocy. Brak duszy był jednoznaczny z odczłowieczeniem, ponieważ mimo, że ofiara nadal żyła to jej śmierć następowała w środku. Opowieść o żywym - zmarłym człowieku okazała się strzałem w dziesiątkę ponieważ wprowadzenie nowej postaci zombie do kultury zachodniej stanowiło odświeżenie dla literatury grozy, a potem dla kina. W 1929 roku za sprawą książki Magiczna wyspa Seabrooka w kulturze popularnej na stałe zagościły takie pojęcia jak voodoo i zombie. Mimo, że w samej książce żywych trupów jest niewiele to wystarczyło to, aby chwilę później ruszyła lawina tekstów kultury poświęconych nowemu monstrum, czego przykładem jest film Białe zombie, który został nakręcony trzy lata po premierze książki. 


Przełom w temacie zombie nastąpił jednak dopiero w roku 1968, kiedy to Romero zrobił Noc żywych trupów. Postać ta po pierwsze została pozbawiona swoich haitańskich korzeni, przez co stała się bardziej uniwersalna. Reżyser nie mówił jak doszło do ich powstania oraz nie próbował tego wyjaśnić. Zło w jego dziele jest nagłe, niespodziewane, ale przede wszystkim obce, nowe, irracjonalne i niezrozumiałe. Ciekawe jest również to, że z jednej strony zombie stanowią szkielet osi fabularnej i to ich istnienie napędza bohaterów do działania. Z drugiej natomiast Noc żywych trupów bardziej, niż na nich skupia się na zobrazowaniu relacji międzyludzkich. Romero zamyka swoich bohaterów – różniących się od siebie kolorem skóry, pochodzeniem, warstwą społeczną i wyznawanymi wartościami – w jednym domu i każe ze sobą współpracować. Ich schronienie można odczytać jako Amerykę – pozornie bezpieczną i oddzielającą od nieznanego zła, jednak z czasem coraz bardziej niestabilną – natomiast bohaterowie stanowią przekrój jej społeczeństwa. W chwili zagrożenia każdy pokazuje swoją prawdziwą naturę, a konflikty i uprzedzenia, które na co dzień są ukrywane pod płaszczykiem tolerancyjnego, cywilizowanego społeczeństwa, w tym momencie uderzają z podwójną siłą. Strach ukazany w filmie można odczytać na wiele sposobów. Po pierwsze dosłownie jako lęk przed zombie, które domaga się świeżego, ludzkiego mięsa. Po drugie bardziej metaforycznie jako lęk przed nieznanym, obcym, jako zagrożenie pochodzące z zewnątrz ( w tamtym czasie był to okres zimnej wojny i strach przed rosyjskim wrogiem). Jeszcze po trzecie jako lęk przed drugim człowiekiem kierowany własnymi barierami i niechęcią do Innego. Te luźne spostrzeżenia to zaledwie ułamek interpretacji jakie można znaleźć na temat Nocy żywych trupów, jednak wydaje mi się, że już w tak krótkiej analizie widać w jakim kierunku Romero popchnął ten nurt.


Zatem jeśli chodzi o sposób obrazowania postaci zombie we współczesnej kulturze audiowizualnej to przede wszystkim ma on charakter symboliczny. Świat przedstawiony bardzo często odnosi się do uniwersalnych problemów, z którymi społeczeństwo zmaga się na co dzień. Przykładowo w filmie Martwica mózgu Peter Jackson obrazuje relację matka – syn, której toksyczność przejawia się w nadopiekuńczości i zaborczości rodzica. Walka z zombie – mimo, że bardzo widowiskowa – jest tak naprawdę dodatkiem do poruszanych przez reżysera treści takich jak; wchodzenie w dorosłość, proces dojrzewania i konflikty rodzinne. Cargo natomiast, które opowiada historię mężczyzny, który zostaje ugryziony przez zombie i ma kilkanaście godzin, aby znaleźć pomoc i zapewnić dziecku bezpieczeństwo zanim zostanie przemieniony, jest natomiast metaforą rodzicielstwa, pokazaniem wszelkich trudności związanych z wychowaniem oraz ciągłą niepewnością i strachem temu towarzyszącym.  

Peter Jackson w Martwicy mózgu (1992) genialnie wykorzystał komediowy potencjał zombiaków tworząc jedną z lepszych czarnych komedii jaką widziałam - świadomą swojego kiczu! Jest to również jeden z najbardziej krwawych filmów w historii kina. 

Wykorzystanie figury zombie bardzo często jest również pretekstem do pokazania psychologicznego portretu człowieka oraz zawiązywania się relacji. Bohaterowie zostają postawieni w skrajnej i niepewnej dla siebie sytuacji. Muszą się odnaleźć w świecie, który został wywrócony do góry nogami i odbudować go na nowo. W momencie kiedy zaczyna rządzić anarchia, a jedyne co się liczy to instynkt przetrwania można zadać kilka pytań o naturę człowieka jako gatunku, naszą pierwotność i naturalne zezwierzęcenie. Te kwestie nieustannie przewijają się w postapokaliptycznym kinie drogi. Jego konstrukcja fabularna jest dosyć schematyczna: grupa przypadkowych ludzi mających ten sam cel – przeżyć – tworzy „małą społeczność”. Mamy więc to samo co w latach 60. XX wieku zaproponował Romero z tą różnicą, że obecnie sylwetki bohaterów są o wiele bardziej dopracowane i złożone, chociażby dzięki wykorzystaniu popularnego motywu wędrówki. Droga jaką przemierzają postacie niesie ze sobą dwa znaczenia. Po pierwsze to dosłowne, czyli podróż, którą widz obserwuje na ekranie oraz związane z nią problemy jak szukanie schronienia, pożywienia i walka z zombie. Po drugie metaforyczne, czyli podróż mentalna podczas której postać zostaje wystawiana na wszelkiego rodzaju próby, przechodzi wewnętrzną przemianę, przyzwyczaja się do nowego świata i przewartościowuje dotychczasowe życie. Bardzo często w tym przypadku sama wędrówka okazuje się ważniejsza, niż towarzyszący jej cel, który finalnie może okazać się rozczarowujący lub mało istotny w stosunku do przebytej wcześniej drogi. Przykładem jest chociażby film 28 dni później czy popularny serial The walking dead. W obu przypadkach finał podróży czyli wymarzony azyl staje się jego zupełnym przeciwieństwem. To co kiedyś wydawałoby się bezpiecznym schronieniem obecnie staje się pułapką. Obraz człowieka w czasach po końcu świata jest raczej smutną wizją. Ludzkość w zombie movies jest odarta ze swoich społecznie przyjętych norm i obyczajów. Okazuje się, że w cywilizacji bez cywilizacji człowiek staje się istotną brutalną i niebezpieczną. I to właśnie on jest tu potworem. 

28 dni później (2002) dla mnie jest najważniejszym filmem z tego nurtu. To właśnie on pokazał mi jaki potencjał drzemie w tej tematyce i jak ciekawe wnioski można wyciągnąć

No dobra, wszystko fajnie, ale gdzie w tym wszystkim podziały się zombie? Otóż, mam wrażenie, że współcześnie zombie zeszły troszeczkę na dalszy plan. Być może stało się tak dlatego, że ten kontent został już wyczerpany, a żywe trupy przestały być tak „atrakcyjne” jak kiedyś. A może dlatego, że w dobie zamachów terrorystycznych, broni nuklearnej i zmian klimatycznych, strachu nie wywołuje już zło pochodzące z zewnątrz, to irracjonalne i nieznane, ale sam człowiek. Możliwe też, że powód jest jeszcze inny. W każdym razie we współczesnych zombie movies to właśnie człowiek stanowi czarny charakter i to on jest największym zagrożeniem. Żywe trupy natomiast wprawdzie dalej z apetytem zajadają się świeżym mięsem, ale pokonanie ich jest znacznie łatwiejsze. Nie są bowiem to istoty rozumne, pazerne i żądne władzy czego niestety nie można powiedzieć o gatunku ludzkim.


PS: Niestety nie da się w jednym tekście zmieścić całej tematyki zombie, więc wiele rzeczy musiałam pominąć. Na pewno jednak pojawi się osobny tekst o figurze zombie w serialu The walking dead bo jest to na tyle ciekawe, że zasługuje na więcej, niż jeden akapit 😊

Bibliografia:

Edyta Izabela Rudolf, Od dżumy do Eboli. Sposób przedstawienia wybranych chorób zaraźliwych w przykładowych tekstach literatury popularnej.


Komentarze