Ten, w którym mucha staje się kontaminantem

Breaking Bad – mimo swojego całkiem młodego wieku – bardzo mocno otacza aura kultowości, a przy tym tytule nieustannie – niczym wyświechtany slogan – pojawia się zdanie, że jest to najlepszy serial w historii telewizji. A jak to jest z takimi tytułami, do których przywierają tak mocne hasła to każdy wie – w momencie kiedy rosną oczekiwania jest większa szansa na rozczarowanie. Przynajmniej u mnie ta teoria często się sprawdza, więc był to jeden z powodów, dla których długo wzbraniałam się przed obejrzeniem go. Ostatnio jednak w końcu się z nim zmierzyłam i pytanie czy Breaking Bad naprawdę jest najlepszym serialem pozostawię bez odpowiedzi, bo to stwierdzenie jest na tyle duże, że mnie trochę przygniata. Jednak powiedzenie, że jest to dzieło genialne, wciągające, trzymające w napięciu, dopracowane i spójne już łatwiej przechodzi mi przez usta i pod tym podpisuję się obiema rękami. Jest to na tyle wspaniały serial, że nawet odcinek z kategorii tzw. bottle episode okazuje się totalnym majstersztykiem. Odcinek The Fly z trzeciego sezonu, na którym się tu skupię, został zrobiony z budżetowych resztek i tego typu twory charakteryzuje głównie to, że powstają za małe pieniądze, rozgrywają się w jednym miejscu z niewielką ilością aktorów, bez użycia efektów specjalnych i wymyślnej scenografii. Z reguły opierają się na prostym scenariuszu i w żaden sposób nie posuwają akcji do przodu. Można powiedzieć, ot co, zwykły zapychacz. Ale jaki to jest zapychacz!

W odcinku The Fly – najprościej ujmując – chodzi o to, że przez prawie godzinę obserwujemy starcie Waltera i Jesse’ego z muchą, która jakimś cudem dostała się do ich laboratorium i fabularnie nie dzieje się tam nic więcej. Po prostu cały ten czas uganiają się za – upierdliwym i wykazującym się wyjątkowym refleksem – owadem. I oczywiście w zestawieniu z innymi odcinkami tej serii, gdzie mamy do czynienia ze scenami takimi jak strzelanina na parkingu z udziałem Hanka, pozbywanie się zwłok z kampera czy narkotyczny ciąg ze śmiertelnym finałem, to faktycznie akcja z polowaniem na muchę może w oczach niektórych wypaść zwyczajnie blado. Co bowiem może być takiego fascynującego w tym, że dwóch typów zamiast robić metę cały dzień próbuje zabić muchę? No właśnie dużo, bo owa mucha jest tak naprawdę tylko wierzchołkiem góry lodowej.

Można zacząć od tego dlaczego ta mała istotka w oczach Waltera urosła do rangi ogromnego problemu, który uniemożliwiał dalszą produkcję? Przecież to absurdalne, że człowiek, który działa w przemyśle narkotykowym i obraca się w środowisku gangsterów całkowicie dekoncentruje się przez siedzącego na suficie owada. Być może należy potraktować ją symbolicznie. W końcu mucha w kulturze jest odczytywana jako zło, zbliżająca się zaraza czy kataklizm, a jej pojawienie się jest kojarzone negatywnie. Może przegrana walka Waltera zapowiada również porażkę na innym polu, zarówno zawodowym jak i prywatnym? A może jest to w jakimś sensie zwiastun tego co wydarzy się między Fringiem, Walterem i Jessem? Myślę, że interpretacji jest mnóstwo, jednak ja traktuję ją jako coś w rodzaju zapalnika, dzięki któremu wychodzą na wierzch wszystkie siedzące głęboko w bohaterze emocje i lęki. Z jednej strony widać frustrację White’a – którą tak świetnie podkreśla dominująca w tym odcinku czerwona barwa – spowodowaną brakiem kontroli i bezsilnością. Z drugiej strony wyczuwa się ogromny strach przed popełnieniem najmniejszego błędu i presję związaną z utrzymaniem wizerunku najlepszego oraz niezastąpionego chemika, który wykreował przed Gustavo, co zresztą sam potwierdza kiedy pod koniec odcinka mówi, że jeśli Jesse ukradł brakujący towar to tym razem nie będzie go już w stanie ochronić.

Mucha powoduje tutaj efekt domina. Jej obecność sprawia, że Walter przez całą noc nie śpi i próbując ją złapać popada w paranoję. Zachowanie White’a skłania Jesse’ego do wrzucenia mu do kawy leków nasennych, aby ten mógł rozpocząć pracę. Otumanienie Waltera skutkuje natomiast tym, że zaczyna się otwierać i opowiadać o swoich uczuciach. I właśnie to jest najmocniejszy punkt tego odcinka, ponieważ w końcu jest możliwość poznania tego co kłębi się w jego głowie. Pierwsze co można wyczuć to ogromne wyrzuty sumienia i poczucie winy, kiedy zostaje poruszana kwestia śmierci Jane. Walter wprawdzie nie przyznaje, że przyczynił się do jej odejścia, ale - odurzony tabletkami - stara się przeprosić za tę sytuację Jesse'ego. Jest załamany, że przez tą jedną impulsywnie podjętą decyzję skrzywdził wiele osób, a w tym tą którą chciał uratować, czyli Pinkmana. Wątek dziewczyny i cały ten fragment rozmowy wydaje się być tutaj najważniejszy. I faktycznie jest to epizod, który nie został jeszcze zamknięty, a jego ciąg dalszy może mieć  duży wpływ na wspólne losy White'a i jego byłego ucznia. Poza tym jest tutaj także zasygnalizowana przemiana Waltera. Bycie współwinnym śmierci Jane, a potem obserwowanie tego konsekwencji, czyli spowodowanie katastrofy lotniczej przez ojca dziewczyny oraz załamanie się Jesse’ego i jego późniejszy odwyk były momentem, gdy coś w nim pękło i od tamtej pory zarówno jego sposób postępowania jak i wyznawane wartości będą ulegały spaczeniu. Sam White w pewnym sensie mówi o tym podczas swojego monologu przyznając się, że przegapił idealny moment na śmierć, który był chwilę przed tym jak pozwolił dziewczynie umrzeć. Był to moment, w którym jego odejście wywołałoby tęsknotę i smutek u bliskich, jednak ostatecznie żyje nadal, małymi krokami tracąc kontrolę nad sytuacją oraz podejmując decyzje ciągnące go na dno. I rzeczywiście jest to pewnie najistotniejszy moment tego odcinka, ale dla mnie ciekawe jest również przedstawienie ogólnego obrazu relacji Waltera i Jesse'ego.

Właściwie cały epizod The Fly jest charakterystyką ich znajomości. Po pierwsze to kompletna niezgodność charakterów, którą widać w podejściu do problemu kontaminacji (czyt. przebywaniu muchy w laboratorium), a potem także w sposobie jego rozwiązania. Walter myśli naukowo, a jego komunikaty i zachowania są stanowcze oraz skonkretyzowane. Zawsze poszukuje logicznego rozwiązania problemu. Jesse natomiast jest jego zupełnym przeciwieństwem. Działa bardziej impulsywnie i najczęściej kieruje się własnymi emocjami. Bardzo często nie rozumie postępowania Waltera, jednak z jakichś względów poddaje się mu i ostatecznie współpracuje. Po drugie to silna więź, którą posiadają. Pomimo sprzeczki i odmiennych stanowisk w sprawie muchy widać troskę o siebie nawzajem. Uwidacznia się ona poprzez gesty i przede wszystkim poprzez rozmowę, której często między nimi brakuje. Ten chwilowy przypływ szczerości, który się pojawił uświadamia również jeden z największych problemów tej relacji, a mianowicie nieumiejętność szczerej rozmowy. Ich brak prawdziwej komunikacji rodzi później masę konfliktów i nieporozumień. Zresztą świetny kontrast między dialogami pojawia właśnie w tym odcinku, gdzie z jednej strony jest bardzo intymna i szczera rozmowa w laboratorium, która zbliża ich do siebie, a z drugiej krótki dialog na parkingu, gdzie znowu mamy przemilczenie i niedopowiedzenie pewnych rzeczy. Szczególnie tyczy się to Waltera, który darzy Jesse’ego – można powiedzieć – ojcowską miłością i jego decyzje z reguły są podyktowane chęcią ochronienia go przed całym złem tego świata*, jednak poprzez brak komunikacji jego intencje są zazwyczaj źle odczytywane.

I to tyle o odcinku, w którym dwóch gości poluje na muchę.

__________________________

* Oczywiście mam tutaj na myśli pierwsze sezony, ponieważ w późniejszym czasie motywacje Waltera ulegają ogromnej zmianie 







Komentarze