Aftersun (2022)
Nie chcę, żeby ten tekst był ckliwy i naładowany jakimiś kiepskimi metaforami, ale kurczę chyba nie umiem podejść do tego filmu na chłodno. Wiem też, że nie będę potrafiła znaleźć odpowiednich słów, żeby przelać tu wszystkie emocje, których doświadczyłam w trakcie seansu. Ale spróbuję, bo nie pamiętam kiedy ostatnio jakiś tekst kultury tak osobiście na mnie wpłynął i chyba już trochę zapomniałam jakie to uczucie, kiedy widzisz na ekranie swoje własne odbicie i to co siedzi w Tobie głęboko i w czym może do końca nie chcesz grzebać...
Afterun jest kinem niespiesznym. Złośliwi mogliby powiedzieć, że wręcz kinem stojącym w miejscu, bo faktycznie niewiele się tu dzieje. Zwyczajne wakacje ojca i córki, którzy spędzają ten czas na graniu na automatach, opalaniu się nad basenem, nurkowaniu i korzystaniu z kurortowych atrakcji. I tak sobie ta historia płynie, bez obierania konkretnego kierunku, którym widz mógłby podążać. Ogląda się to jednak z uśmiechem na ustach i właśnie z tym wcześniej wspominanym uczuciem nostalgii. Z czasem natomiast pojawia się coraz więcej pęknięć. Obraz beztroskiego dzieciństwa, wygłupów z tatą i nawiązywania wakacyjnych przyjaźni przeplata się z obrazem płaczącego ojca, który usilnie stara się stwarzać pozory, że nad wszystkim panuje. Z jednej strony mamy perspektywę jedenastoletniej dziewczynki odbierającej rzeczywistość z poziomu dziecka- w sposób prosty, przejmując się tym co jest tylko tu i teraz oraz nie posiadając jeszcze żadnych ograniczeń, które mogłyby spowodować, że coś stanie się nieosiągalne. Z drugiej strony jest perspektywa dojrzałego człowieka, któremu doskwiera samotność, brak pieniędzy i poczucie bycia niewystarczającym. Jest świadomy ulotności czasu i szarej, przygnębiającej rzeczywistości dorosłego życia. Zdaje sobie sprawę, że szczęście to jedynie krótkie momenty, które stanowią chwilowe oderwanie się od poczucia smutku i beznadziei, z którymi sobie nie radzi.
![]() |
| Najcudowniejsza scena w całym filmie |
Obraz depresji w Aftersun mocno uderza. Po pierwsze dlatego, że jest zestawiony z nieświadomą perspektywą dziecka, które jest w stanie zrozumieć swojego ojca dopiero wtedy kiedy samo stanie się dorosłe i być może zacznie wpadać w podobne pułapki. Po drugie dlatego, że pozornie jej tu nie widać. Nie mówi się o niej. Im bliżej końca tym bardziej czułam się przygnębiona i skołowana, bo zdałam sobie sprawę, że pod tymi cudownymi, niespiesznymi wakacjami kryje się coś więcej. Kryje się depresja, która zdaje się być z bohaterem od dawna i będzie mu towarzyszyła również po powrocie z wakacji. I kiedy w końcu uświadomimy sobie co tak naprawdę znajduje się za tym uśmiechem i wygłupami to cały ten obraz beztroski rozbryzguje się na małe kawałeczki. Z trzeciej natomiast strony duży wpływ na taki odbiór tej historii ma forma filmu. Część scen w filmie jest nagrana kamerą, którą główny bohater kupił specjalnie na ten wyjazd. Mamy więc tutaj wiele ujęć nagrywanych przez Sophie i Caluma, których dokumentalny i amatorski charakter dodaje tej historii jeszcze większej naturalności. Jest to do tego stopnia autentyczne, że momentami czułam się jakbym oglądała coś bardzo intymnego, jakbym podglądała czyjąś codzienność. Wiele rzeczy rozrywało się tutaj również poza kadrem. Widz miał możliwość obserwowania odbicia bohaterów w ekranie telewizora czy lustrze, co zarówno jeszcze bardziej podkręcało to poczucie bycia podglądającym, jak i niosło ze sobą większy ładunek emocjonalny.
Podsumowując Aftersun jest filmem, który zostanie ze mną na dłuuuugo. Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że dołączy do listy filmów, które zakorzeniają się we mnie tak mocno, że później latami je wspominam, ale nie mam już odwagi do nich wrócić. Tak samo jak na długo zostanie ze mną teraz piosenka Under Pressure, której słucham na pętli odkąd wróciłam z kina.


Komentarze
Prześlij komentarz