Jak feministki postrzegają mężczyzn?- Fleabag sezon 2 I Catherine called Birdy
Spotkałaś się kiedyś ze stwierdzeniem, że feministki nienawidzą mężczyzn? No oczywiście, że tak! Mam wrażenie, że to zdanie stało się już utartym, pustym hasłem, które jest kartą wyciąganą za każdym razem, gdy pojawia się jakaś dyskusja dotycząca walki o prawa kobiet i równouprawnienie. Zdanie, które ma odpierać wszystkie sensowne argumenty i spłycać całą debatę do tego, że znowu te zgorzkniałe i nieszczęśliwe baby się uwzięły na tych biednych, niczemu winnych mężczyzn. I tak, rozumiem skąd bierze się ten stereotyp, ponieważ w każdym zjawisku, grupie społecznej etc. pojawiają się skrajności, które później nie stają się jedynie przykładem tejże skrajności, a zostają przedstawione jako obraz całości. Mimo wszystko to wciąż jest stereotyp i to niezwykle bolesny, więc może by tak dla równowagi pokazać postacie męskie napisane przez kobiety, które są cudowne, wspaniałe i ogólnie można się w nich zakochać?
Przed poważnym, rzetelnym i oczywiście zupełnie obiektywnym podejściem do tematu, najpierw muszę ci się do czegoś przyznać. Ten tekst powstał w dużej mierze dlatego, żebym mogła się pozachwycać Andrew Scottem. Na swoją obronę jednak dodam, co jest tu kluczowe, że tych zachwytów wcale by nie było gdyby nie fakt, że postacie, o których będzie mowa zostały stworzone przez kobiety. A dokładniej przez Phoebe Waller-Bridge twórczynię serialu Fleabag oraz Lenę Dunham, która zrobiła Catherine called Birdy.
Obie produkcje są z perspektywy kobiet, ukazując ich niezależność, siłę i odwagę w byciu sobą. Pierwsza - Fleabag - to bohaterka, której towarzyszymy w jej codzienności, obserwując tworzone przez nią relacje zarówno te rodzinne, jak i te z potencjalnymi partnerami. Śledzimy na ekranie wchodzenie w nowe związki, popełnianie kolejnych błędów, jej wzloty i upadki. W tym wszystkim jednak wciąż pozostaje sobą, często na swój, dla niektórych niezwykle zabawny, dla mnie niestety irytujący sposób. Catherine called Birdy jest natomiast z perspektywy czternastoletniej dziewczynki, której życie niefortunnie przypadło na okres średniowiecza. W czasach, w których patriarchat miał się świetnie i nikomu nawet do głowy by nie przyszło, żeby to zmienić, ona postanawia się sprzeciwić. Nie chce wychodzić za mąż, sabotując każdą wizytę swoich potencjalnych małżonków. I robi to w sposób, z jednej strony bardzo uroczy, przepełniony dziecięcą niewinnością i zabawą, a z drugiej tak skuteczny, że ma realny wpływ na myślenie i światopogląd ludzi wokół siebie.
Odwaga Birdy w sprzeciwianiu się zastałemu porządkowi świata najbardziej oddziałuje na jej ojca Lorda Rollo, który na pierwszy rzut oka zdaje się bezmyślnie tkwić w roli pijącego na umór władcy, z łatwością roztrwaniającego rodzinny majątek i zapatrzonego w czubek własnego nosa. Oj, jak bardzo mylne jest to wrażenie. Męska postać stworzona przez Lenę Dunham sama zdaje się być uwięziona w patriarchalnym świecie. Jego surowość wobec córki i decyzje, które podejmuje związane z jej dalszą przyszłością, zdają się być sprzeczne z tym co tak naprawdę myśli i czuje bohater. Podąża za znanym mu schematem, jednak nie umie się temu przeciwstawić. Dopiero jego córka daję mu tę siłę. Jest to również postać, która umie wyrażać emocje i się tego nie wstydzi. Potrafi płakać, potrafi być wsparciem dla swojej żony kiedy tego potrzebuje i co najważniejsze, pomimo swoich wad, jest po prostu dobrym człowiekiem.
Podobne cechy posiada męska postać drugiego sezonu Fleabag, w którym tytułowa bohaterka wdaje się w romans z księdzem, poznanym podczas rodzinnej kolacji. Mamy tutaj relację, która z wiadomych względów z góry jest skazana na niepowodzenie. Początkowo niezobowiązująca znajomość szybko przeradza się w głębsze uczucie, a każde z nich mimo, że odpycha od siebie tę myśl powoli się zakochuje. To za co zdecydowanie uwielbiam tę ich krótką, aczkolwiek barwną relację jest fakt, że od początku jest ona partnerska, oparta na wzajemnym szacunku. Ogląda się to i myśli sobie: kurczę, chcę poznać takiego faceta, nawet jeśli miałby być księdzem. Bo Pheobe Waller-Bridge stworzyła postać nieoceniającą, nie wywyższającą się, z ogromnymi pokładami wrażliwości i tak fantastycznie szczerą i prawdziwą. Ani przez moment nie ma tu żadnej fałszywej nuty. Zresztą bardzo podobnie związek przedstawia nam Lena Dunham. Relacja pomiędzy Lordem Rollo, a jego żoną Lady Aislinn również opiera się na partnerstwie. Ich małżeństwo bazuje na przyjaźni, mocnym wsparciu i zaufaniu, poczuciu bezpieczeństwa oraz wzajemnym uzupełnianiu swoich braków.
![]() |
| Jedna z moich ulubionych scen z drugiego sezonu. Łamanie łamania czwartej ściany przez księdza. Jakie to było cuuuuudowne! |
W obu przypadkach nie ma rywalizacji pomiędzy kobietą i mężczyzną, nie ma uwydatniania różnic oraz podkreślania cech, które są nam często przypisywane ze względu na płeć. Jest za to obraz pary jako wspaniałego, super działającego teamu. Nie ma osądzania postaci, tylko podejście do nich z sympatią, wrażliwością i naciskiem na detale, małe, z pozoru nieznaczące gesty, które w całkowitym rozrachunku tworzą bohaterów, z którymi ciężko się rozstać. Lena i Pheobe podważają stereotypowy portret mężczyzny, polemizując z takimi cechami jak siła, rozsądek, władza czy surowość. W zamian za to pokazują coś zdecydowanie bardziej prawdziwego, czyli umiejętność okazywania słabości i emocji. I nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie to jest o wiele bardziej pociągające.



Komentarze
Prześlij komentarz